Krótka historia blogosfery parentingowej


#kulisybloga

Dawno, dawno temu, gdy powstawały blogowe potęgi...
Mój blog był na blogspocie i miał szablon z tłem zeszytu w linijkę, chyba nawet jakiś kleks tam był. W tym samym czasie do konkursu Blog Roku 2012, do którego ja nie śmiałam się zgłosić zgłosiła się Marlena, autorka Makóweczek. Zdjęcia u niej były piękne, teksty krótkie i celne a stylizacje, które pokazywała na dwójce swoich maluszków ciekawe i nieoczywiste. Kiedy zaczęła pokazywać swoją małą córeczkę ubraną w sukienkę w printy z owadami marka Nosweet zarobiła mnóstwo pieniędzy (chyba). Takich blogów, jak ten Marleny było kilka a ich autorki znały się i wspierały.
Gdy blogi stały się firmami.
Pojawiły się pierwsze posty sponsorowane a blogerzy zaczęli brać udział w kampaniach reklamowych. Zaczęło się od mniejszych marek a potem blogi zaczęły zauważać duże koncerny. Kampanie były różne, bardziej lub mniej pomysłowe. Kiedyś dzieci kilku blogerek otrzymały po pluszowym, gadającym Olafie, który ku rozpaczy wszystkich maluchów przestał działać a dopiero po włożeniu markowych baterii zaczął działać znów, pewien piękny post modowy skończył się reklamą czekolady a walkę ze smogiem zafundowała firma produkująca oczyszczacze powietrza.
Oglądałam serial na vod a w przerwie zobaczyłam Anię z Nebule (świetnego, edukacyjnego bloga o rozwoju dzieci) reklamującą tabletki do zmywarki.
Autorzy blogów zrezygnowali z pracy na etacie a blogi stały się firmami.

Jak osiągnąć sukces w blogosferze.
Dobry pomysł, dobre teksty, ciekawe, niebanalne zdjęcia i wiedza marketingowa wystarczały na początku. Im więcej pieniędzy pojawiało się za reklamami w blogosferze tym trudniej było w niej zaistnieć. Niezbędne stały się pieniądze na start. Na reklamę na Facebooku, na kursy i szkolenia, na spotkania, wyjazdy i konkursy dla czytelników. Konkurencja była coraz większa. Kominek (obecnie znany jako Jasonhunt) sprzedawał swoje książki poradniki a teraz nawet proponuje kurs z dostępem do elitarnej grupy blogerów.

A teraz?
Te blogi sprzed pięciu lat są i mają się dobrze. Jest na nich sporo reklam, ale są i dobre wartościowe treści. Ale pojawiła się też nowa jakość. Jakiś rok temu na fanpage SuperStyler pojawiło się zdjęcie z porodu Marty i od tego czasu popularność bloga zaczęła lawinowo rosnąć. Tak rosnąć, że przebiła popularność wszystkich “dużych” blogów.

Pojawiły się też blogi, których zyski nie są generowane przez reklamy, Pani Swojego Czasu sprzedaje swoje produkty, między innymi kursy on - line a Matka Wariatka napisała książkę dla dzieci.

Czasem martwi mnie, że dużo pomysłów i akcji, które kilka lat temu można było śmiało w blogosferze robić teraz ma swoją cenę w złotówkach. 
Trochę rzadziej czytam blogi, może dlatego, że mam mniej czasu a może dlatego, że reklamy są nawet nie - nachalne ale trochę bezsensowne i mało autentyczne. Brakuje mi w blogosferze niezależności, autentycznych i szczerych poleceń, bez wystawiania faktury, zaangażowania w fajne projekty, bez pytania o zysk, spontaniczności i nowych pomysłów nawet na reklamę czekolady.

Jedna z blogerek na swoim Instastory opowiadała, że podczas blogowej imprezy, kiedy każdy robił sobie z nią zdjęcia podszedł do niej ktoś i spytał: "kim ty jesteś, że wszyscy sobie robią z Tobą zdjęcia?"

Dlaczego o tym piszę?
Dolny Śląsk dla Uli to przewodnik po Dolnym Śląsku dla dzieci. Taki jest od pięciu lat i taki ma być, ale czasem mam ochotę zrobić z niego bloga TOP, takiego na którym się zarabia, spotykać się z innymi blogerami, poznać słynnych blogerów i żyć w tym świecie. A potem zamiast na Blog Conference Poznań jadę też do Poznania, ale na spotkanie z Małgorzatą Musierowicz, nie opłacam konta reklamowego na Facebooku i wrzucam banalny post o tym, że pod Wodospad Szklarki można podjechać wózkiem i cieszę się z każdej Waszej wiadomości, że byliście tam, gdzie ja i Ula (a jest ich niemało).

Czy ja dobrze robię? A może Dolny Śląsk dla Uli zginie w internetowym chaosie informacyjnym? A może powinnam zrobić coś więcej i coś nowego? 
Ten tekst jest po to, żeby ułożyć sobie pewne wartości w głowie i żeby zapytać Was o radę. 
I jeszcze jedno, czytelników chciałabym mieć więcej i więcej więcej i wszystkich takich, jakich mam dotychczas, to znaczy takich fajnych. 

Komentarze

Popularne posty