Zachustowany Dolny Śląsk

Nie nosiłam Uli ani w chuście, ani w nosidle. Byłam mistrzynią wjeżdżania wszędzie wózkiem i przy okazji utrudniania sobie zwiedzania. Bałam się, że jak chusta to wózek już nigdy nie będzie potrzebny, że będę nosić i nosić, i zabraknie mi sił, że czteroletnie dziecko nie będzie wędrować na własnych nóżkach tylko będę je nosić. Dlatego woziłyśmy się pomarańczowym wózkiem. 
A jednak, dziś będzie o noszeniu. Tylko nie moimi słowami i nie moimi doświadczeniami.
Kinga (zajrzyjcie do niej na bloga Czekoladocholik
Muzeum Współczesne we Wrocławiu - z wózkiem i chustą. 
Z wózkiem, bo podczas całodziennych wypraw wózek jest dobrą alternatywą i ważne: łatwo w nim przewieźć rzeczy, których Kinga zabiera tyle, że “żadna damska torebka tego nie pomieści” a z chustą, bo w muzeach są schody, bo maluszek czasem na wózek nie ma ochoty. 
Muzeum Współczesne było z wózkiem, maluszek zasnął jeszcze w czasie drogi i przespał spokojnie całe zwiedzanie. Bunkier jest na tyle dobrze przystosowany, że wszędzie dojedzie się windą, jest przewijak i wygodne kanapy w “tubie” (kto nie był niech idzie i sprawdzi co to takiego). Tylko drzwi do toalet mogłyby być lżejsze. Chusta tym razem posłużyła za kocyk.
 

Magda, oddaję jej głos, bo Dolny Śląsk przemierzyła wzdłuż i wszerz, z nosidłem
Mam na imię Magda i dwóch synów. Wraz z mężem i chłopakami podróżujemy, chcemy dzieciom pokazać świat z innej niż hotelowej perspektywy, stąd też nasze wyprawy obfitują w odwiedzanie miejsc, w które wózkiem się nie wjedzie, albo takich, gdzie wózek byłby kulą u nogi. Chodzimy po górach, zdobywamy zamki i ruiny, błądzimy po tunelach skalnych i odwiedzamy imprezy historyczne. Przygodę z nosidłem zaczęliśmy od nosidła turystyczngo dla starszego syna - miał dwa lata, a nam zachciało się gór. Wiedzieliśmy, że wózek się nie sprawdzi, a małe nóżki prędzej czy później się zmęczą. Nie powiem - daliśmy radę, ale szereg małych uwag i wygoda nasza osobista skierowała nas ku skłonieniu się do nosidła miękkiego - niesie się dziecko jak w plecaku, z tym, że bliżej ciała. Samo nosidło w przeciwieństwie do turystycznego nic nie waży, a idealnie sprawdza się w swojej funkcji. Szybko da się wyczyścić (przy maluchach to szalenie istotne!), zajmuje mało miejsca i szybko montuje się wkładzik do środka. Drugie dziecko, drugie nosidło - naturalna kolej rzeczy. Nosidło ułatwia nam funkcjonowanie na wyjazdach - dzieciaki wszystko widzą, są blisko rodziców, w nosidle mogą spać, gdy sił zabraknie, przegryźć coś - a my nie tracimy czasu ani sił na siłowanie się z wózkiem lub donkichotową walkę z ich zmęczeniem. Wszędzie można wejść! To wielki luksus dla rodziców z dziećmi: zamki, schody, przejścia, tunele, skanseny i długie trasy nam nie straszne. Nigdy nie spotkaliśmy się też z brakiem życzliwości od innych, którzy widząc nasze szkraby śpiące lub kukające zza naszych głów zazwyczaj z rozczuleniem komentują tę bliskość i nietypową nadal formę zwiedzania. Mało tego - nosidło sprawdza nam się także w sytuacjach zupełnie nieturytycznych - można bowiem z własnym mężem tańczyć na weselu, gdy niechodzący synek chichra się przy obrotach i pląsach staruszków, a starszy brat wywija obok na parkiecie! 
Naprzemiennie z nosidłem używamy chusty - szybko się mota i można z niej zrobić hamak Jednak wolimy nosidła - szybsza akcja, zimą nic nie ciągnie się po śniegu...
Nosidło świetnie sprawdza się w Zoo - więcej widać, a rytm chodzenia szybciej usypia zmęczonego marudę niż wózek. Ratuje nam też życie przy dodatkowych zajęciach brata - na treningi karate wspinamy się na czwarte piętro kamienicy, od dwóch i pół roku niezmiennie, dwa razy w tygodniu.


Kuba i góry. Ślęża i Wielka Sowa z chustą. 
Moje doświadczenie chustowe "wiąże się" przede wszystkim z górami. Na Dolnym Śląsku były to Góry Sowie i Masyw Ślęży.
W takich miejscach przewaga chusty nad wózkiem staje się wyraźna. Chusta nie zabiera miejsca w bagażniku naszego małego samochodu i możemy spakować oprócz niej plecak wypchany jedzeniem i ubraniami na każdą pogodę. Wózek spacerowy zajmuje cały bagażnik, a gondola dodatkowo miejsce pasażera.
Z chustą mogliśmy wejść na rzadziej uczęszczane szlaki (np. niebieski z przełęczy Tąpadła na Ślężę), po których wózkiem nie da się przejechać. Mogliśmy dzięki temu obcować z naturą, a nie ludźmi (jak np. na żółtym szlaku z Tąpadeł na Ślężę). Gdy synek nie chciał już być noszony, wolał chodzić o własnych siłach, chustę zwijaliśmy i można ją było nieść w ręce. Wózek i tak trzeba by było taszczyć, ciągnąć ze sobą. Przydatność tego kawałka materiału to także gwarancja bezpieczeństwa dla kręgosłupa dziecka. Widzieliśmy wielu rodziców z dziećmi w wózkach, które latały we wszystkie strony po wnętrzu gondoli, często zapłakane. A nasz misiek spał grzecznie wtulony - brzuch do brzucha lub na plecach.
Wejście na Wielką Sowę od Przełęczy Jugowskiej jest idealne na pierwsze wyjście w chuście. Góry Sowie są mniej oblegane niż Ślęża, a są zaledwie godzinę drogi od Wrocławia. Sama trasa nie jest trudna. Na przełęczy i na szczycie są miejsca, gdzie można coś zjeść, przebrać dziecko.


Jak długo się nosi dziecko w chuście?
Jak nosić ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy?
Jak zamotać dziecko w parku?
Jak przewinąć albo nakarmić zachustowane dziecko?
To pytania, które dręczyły mnie, jeśli możecie napisać praktycznie, jak wy to robicie rodzice chustowi, to proszę, komentarze są wasze.

Zdjęcia są własnością autorów tekstów, zdjęcie główne autorstwa Wioletty Bernackiej dla Fundacji Art Transparent, zrobione podczas Baby Art Walk

Komentarze

  1. My z tych mało noszących ale do noszenia podręcznych rzeczy używamy nerki, a wiemy że na rynku są takie xxxl co mieszczą prawie tyle co plecak. A jak dziecko z przodu nosimy to normalny plecak tez jest oki,Zamotać można wszędzie w parku też sadzasz na trawie, przygotowujesz chustę i motasz. Jak trzeba nakarmić to odplątasz i masz kocyk do siadania i spokojnie się karmi, przewija. Ja potrafię 19 kg na plecy w chuście zamotać jak chce nie powiem na pewno plecy odczują. Ostatnio na pikniku przedszkolnym była konkurencja na barana przez przeszkody i co młody już był na plecach w nosidle to dtarsza z przodu i mama pobiegła ( tak pobiegła to dużo powiedziane ukonczyła zadanie już lepiej :P )więc jak trzeba matka da radę. Sa tez specjalne otulacze polary więc wiatr zimno i deszcz nie straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tą opinię, widzę, że mamy znajdą radę na wszystko, aż żałuję, że nie nosiłam Uli.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty